Już ty kołac, jako chcesz, botem podkowanym,
Już sie więc tam przypatruj ścianam malowanym,
Biegaj za nastołkami, a polewki chwataj,
A jako kędy możesz, tak swe szczęście łataj;
Jam już tak doma siedząc, obrał sobie pokój,
Bogum wszytko poruczył, ty tam, z kim chcesz, rokuj,
Bo tak słyszę, iż ten Pan przed wszytkimi płuży,
A nikt na żadnym królu więcej nie wysłuży.
Przypatrzże się, co umie poczciwe ćwiczenie,
Gdy ślachetne przypadnie k niemu przyrodzenie,
Co rozeznasz z przypadków i z postępków jego,
Tego Kochanowskiego, ślachcica polskiego:
Jako go przyrodzenie z ćwiczeniem sprawuje,
Co jego-wiele pisma jaśnie okazuje.
Mógł ci umieć Tybullus piórkiem przepierować,
Lecz nie wiem, umiał li tak cnotę zafarbować.
Pan z nieba za jeden dzień tysiąc lat szacuje,
A długo, niż możność swą, czeka, okazuje;
Aleć tu i cirpliwość długo święta była,
Iż się tak w szczyrych plotkach Jego chwała ćmiła.
Aż nie mogła wycirpieć możność święta Jego
I pobudził człowieka według zdania swego:
Marcina z Witemberku, doktora zacnego,
Który wyniósł na światło sławną chwałę Jego,
O nieszczęsny zwyczaju, o szalona sprawo,
Mając tak zawikłane, by we zgrzebiach, prawo,
Nie ważyć na to czasu, aby go poprawić,
A wżdy w lepszą formułę sprawiedliwość wprawić!
Lecz o to ci nie dbają, którzy tym władają,
Choć drugim, co im krzywda, łzy w oczach pływają;
A snadź, by anioł mówił, wszytko by zganili,
Alboć się tych wykrętów u diabła uczyli.
Nie wiem, kto nam Polakom dobrą myśl popsował,
Lecz zda mi sie, iż mieszek, co hojnie szafował.
Gdy do niego poźrzymy, ano w nim nic nie masz,
Przez tego mi przysmaku wesołego ukaż!
Lecz nam snać mieszek nie krzyw, mychmy krzywi sami,
Żechmy sie przesadzili nazbyt pstrocinami;
Więc i dobre biesiady giną miedzy nami,
Rozradzą je półmiski, co idą parami.
Czekaj, miłe kamienie, aż się Pan zmiłuje,
A iż wżdy kogo ruszy, co świat przepatruje,
Iż cię zasię na kupę, jako pirwej złoży,
Sobie sławę, Koronie pożytek umnoży.
Bo jakiż to wżdy rozum i jakaż to rada:
Mając płoty gotowe od złego sąsiada,
Wolą, aby tam wilcy, kozy drapiąc, wyli,
Niż by się zacni ludzie i państwa mnożyli!